Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
1 - Jak to się zaczęło

1 - Jak to się zaczęło

Witam Wszystkich!

Dzisiaj piersza notka. Mam nadzieję że nie będzie totalną kompromitacją... XD

Jeśli wcześniej zapomniałam, to dodam że w opowiadaniu wystąpią postacie wymyślone przeze mnie i postacie ze Zmierzchu, głównie rodzina Cullenów.

 Enjoy!

 

-------------------------------------------------------------------------------------

 

- Och! Przepraszam! – Powiedziałam, gdy tylko silne ramiona puściły mnie. Stałam już stabilnie, choć chwilkę wcześniej wyglądało na to, że upadnę dość boleśnie się obijając po zderzeniu z nieznajomym. Wysoki blondyn o pięknym obojętnym spojrzeniu szarych tęczówek wygiął usta w nieco ironicznym grymasie, po czym odwrócił się i bez słowa ruszył w swoją stronę. Prychnęłam cicho mrucząc pod nosem coś o braku wychowania. Zaskoczył mnie kompletnie odwracając się i mierząc mnie palącym wściekłym spojrzeniem.
- To mówi ktoś, kto wpadł na mnie?! – Warknął zimno.
-Ja przeprosiłam. A ty mnie wyśmiałeś. – Powiedziałam spokojnie szybko dzięki wyostrzonym zmysłom czując jego aurę. Wampir. Patrzył na mnie niedowierzająco. Zastanawiał się dłuższą chwilę, po czym zmrużył oczy i zrobił obojętną minę.
- Szkoda czasu… - skwitował i odszedł nie odwracając się już za siebie. Tym razem nie skomentowałam. Po plecach przeszedł mi dreszcz. Te oczy…

Miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie… obserwuje… Odwróciłam się pomału, lecz nie zobaczyłam nic, co wskazywałoby na to, co podejrzewałam. Dziwne. Przeważnie przeczucie mnie nie zawodzi…
Szłam nadal opustoszałą uliczką. Kurcze. 23.20. Już. Dopiero. Hmm. A ja jak zwykle nie mam, co robić. Skręciłam w drugą uliczkę, na której znajdowała się stara zawalająca się kamieniczka. Tak. Właśnie w niej wynajmowałam mieszkanko. Małe, wilgotne, puste, w niebezpiecznej dzielnicy… Cholera! Ale co poradzić. Życie jest do dupy i tyle.
Zatrzymałam się nagle i wstrzymałam oddech. Kurwa! Wiedziałam!
Koło kamienicy stała kobieta… Wysoka czarnowłosa o idealnych rysach i budowie ciała. Natychmiast spojrzała wprost na mnie i spokojnym krokiem ruszyła w moim kierunku. Obejrzałam się za siebie i zrobiłam krok w tył. Znalazła się koło mnie w ułamku sekundy.
- I co teraz skarbie? – Syknęła mi do ucha milusim głosikiem. Chyba myślała, że się mną pobawi. Niedoczekanie. Machnęłam krótko ręką a ona odskoczyła a raczej została odepchnięta przez nagły gwałtowny podmuch wiatru. Odgradzało mnie od niej małe zawirowanie powietrzne w środku, którego krążyły kryształki lodu ostre niczym sztylety z tytanu. Zmrużyła wściekle oczy i warknęła ukazując wydłużone ostre kiełki. Wampirzyca tak jak myślałam. Rzuciła się na mnie smukłym skokiem i przeorała powietrze w miejscu gdzie dopiero, co stałam. Kryształki zostawiły na jej ciele kilka rys, które jednak nie wydawały się przysparzać jej bólu.
- To kochana. To. – Odpowiedziałam równie słodko, co ona nie ukrywając kpiącego uśmiechu. Odrzuciłam w tył swe kruczoczarne włosy.
- Nie uda ci się zwiać. – Zagroziła – Będziesz moja. – Znów zaatakowała, lecz gdy się zbliżyła wpadła na ścianę ognia, który lizał jej skórę. Syknęła wściekle i wycofała się. Już miała znów się rzucić do ataku, gdy oparłam się o ściankę kamieniczki i jakby nigdy nic spytałam:
- Znacz Aro prawda? – Patrzyłam na niebo, lecz doskonale widziałam, że zamarła na chwilę.
- Wrr…. – Warknęła wściekle, ale i z ukrytą obawą, po czym zmyła się szybko.
- Heh. To szczęściara z ciebie, bo ja nie znam… - dodałam po chwili, gdy nie było najmniejszej szansy by to jeszcze wychwyciła. Zaśmiałam się cicho i odepchnęłam od ściany tylko po to by znów na niej wylądować z tym, że tym razem zostałam do niej dociśnięta twardym męskim ciałem. Spojrzałam znów tego dnia w szare tęczówki, które patrzyły na mnie intensywnie jakby próbując odczytać, co mi w duszy gra. Taa… chciałoby się.
- Kim jesteś? – Spytał cicho takim niewzruszonym tonem. Jakby wcale nie chciał wiedzieć… lub jakby mu nie zależało ze względu na mnie samą.
- Nie muszę ci się spowiadać, wampirku. A teraz przepuść mnie proszę. Jest późno i mam zamiar w końcu wrócić do domu. – Odpowiedziałam równie obojętnie i naparłam dłonią na jego tors. Zimny. Normalka. W końcu to on naprowadził ją na mnie. Jego zapach. Wampirzy zapach… Nie ruszał się przez chwilę patrząc mi wściekle w oczy, po czym odsunął się i warknął.
- Dowiem się. – I znikł przemieszczając się błyskawicznie.
- Powodzenia. – Mruknęłam pewna, że jest niedaleko i że usłyszy. Ruszyłam do kamienicy. - Dom słodki dom. – Parsknęłam i weszłam do walącego się budyneczku.
Tym sposobem blondyn zaczął mnie prześladować. Widziałam go wszędzie. Udawał różne osoby. To znaczy… zawsze wiedziałam, że on to on, ale raz pojawiał się jako urzędnik, raz robotnik, raz nawet widziałam go jako ratownika. Był każdym i nikim. Nigdy się nie odzywał i o nic nie pytał. Jedynie obserwował. Chciał się dowiedzieć, lecz nie wiedział w sumie nic. To go dobijało, lecz nie odpuścił. Minął miesiąc..
Później drugi…
A on nadal nie wiedział. Ja mu nie ułatwiałam. Cóż w sumie miałam ochotę zatrzymać go przy sobie na dłużej. Co tu dużo mówić. Spodobał mi się. Taki zamknięty w sobie. Obojętny, ale o namiętnym palącym wręcz spojrzeniu przewrotnie zimnych oczu. Mrrau. Jeśli rozumiecie, co mam namyśli. Ale w sumie jestem bardzo dziwną osobą, więc zrozumiałym będzie, jeśli nawet nie będziecie wiedzieć… Cóż. Tak, więc to trwało. Nadal. Wciąż. Jeszcze…

- Puszczaj! – Wrzasnęłam zaskoczona, gdy ktoś złapał mnie brutalnie za ręce wykręcając mi je boleśnie do tyłu i szybko zakrywając usta bym już nie krzyczała.
- No mała… nie bądź taka… - usłyszałam pijany bełkot koło ucha, które ktoś zaraz polizał. Fuj. Omal nie zwymiotowałam. Alkoholem czuć było od niego na kilometr.
- Spieprzaj Sam! – Prychnęłam po tym jak ugryzłam go, co zaowocowało uwolnieniem ust od jego brudnej dłoni. Próbując się wyrwać znanemu mi, ale jak najbardziej nielubianemu mężczyźnie sama wykręcałam sobie i raniłam ręce. Bez skutku. Drań nie puścił. – Puszczaj kretynie! – Krzyknęłam nieco już zdenerwowana. Co on do licha wyczynia?! Jego dłoń, w którą go ugryzłam wsunęła się pod moją bluzkę. Szarpnęłam się i przywołałam ogień. Zaklął siarczyście, gdy zamiast miękkości skóry wyczuł palące gorąco. W końcu puścił. Odskoczyłam grożąc mu wyciągniętą dłonią. Wiedział, że jak zaatakuje to ja odwzajemnię atak. Westchnął.
- Kim chciał się z tobą widzieć kochanie… - mruknął układając usta w dzióbek i patrząc na mnie lubieżnie.
- To niech ruszy dupę i tu się zjawi! – Prychnęłam nie rezygnując z postawy obronno-atakującej. Zarechotał.
- A jak nie chce mu się?
- To ma problem. Ja nie wybieram się do nas.
- Cóż może dasz się jakoś przekonać? Chyba mu zależało… - stwierdził obłudnie i oblizał wargi. Zmrużyłam powieki i spojrzałam na niego wściekle, na co odsunął się widząc niebezpieczne błyski igrające w moich źrenicach. – Już, już… Nie wściekaj się Nena… - zamachnęłam w powietrzu dłonią, lecz znikł bezszelestnie nim w tamtym miejscu rozbłysło oślepiające światło i niczym milion gwiazd rozprysło się niszcząc nieco i tak walącą się ścianę. Zmarszczyłam nos. Coś tu nie gra. Kim? Wysłałby do mnie taką gnidę jak Sam? Po co? Czemu on mnie Tam potrzebuje? Coś się stało? Hmm…
- I co? Wpadłeś na coś? – Spytałam dobrze wiedząc, kto obserwuje mnie zza rogu.
- Nic. – Odpowiedział spokojnie. Już dawno przestał na mnie warczeć i prychać. Wiedział, że tą metodą nic nie wskóra… Westchnął ciężko i przeciągnął się. – Ale było interesująco. – Dodał mimochodem. Spojrzałam na niego śmiejąc się.
- Interesująco, dla kogo?
- Dla mnie oczywiście. Ty byłaś zajęta, czym innym.
- Czym innym. Hmm. Dobrze powiedziane. – Stwierdziłam i z uśmiechem na twarzy ruszyłam do kamieniczki. Szedł za mną całą drogę a zajęło mi to spokojnie pół godziny… znikł, gdy tylko weszłam do budynku.

Czas mijał a on nadal był w pobliżu. Cieszyło mnie to. Był taki skryty, ale i zabawny i męski za razem. Hmm. Może coś z tego wyniknie…
- Ojej! – Pisnęłam, gdy omal nie spadłam ze schodów pchnięta przez szalejącego bezmyślnie dzieciaka. Chłopak nie zauważywszy nawet, że kogoś potrącił pobiegł dalej nie oglądając się nawet. Balansowałam chwilę na krawędzi schodów, po czym zupełnie nagle kichnęłam i niezdolna dłużej utrzymać równowagi runęłam w dół. No a przynajmniej runęłabym gdyby nie On. Złapał mnie pewnie, gdy leciałam nieubłaganie w dół i miałam już blisko do kontaktu ze schodami… Ulżyło mi. Od kilku dni czułam się okropnie. Kichałam, kaszlałam, z nosa mi ciekło jak z Niagary i ogólnie rzecz ujmując byłam chora. Padaca.
- … - w ciszy patrzyłam na zacięty wyraz twarzy mężczyzny. Westchnął i z wrednym uśmieszkiem postawił mnie na ziemi.
- Znów na mnie lecisz. – Prychnął i odsunął się. Zachwiałam się lekko, lecz złapałam pion i odwzajemniłam uśmiech starając się by wyglądał dość wrednie.
- A ty znów przepuszczasz okazję. – Wytknęłam niewinnie język i tym razem to ja odwróciłam się chcąc odejść.  Zamarł na chwilę, po czym uniósł brwi i złapał mnie za nadgarstek.
- Doprawdy? – Spytał przybliżając się niebezpiecznie blisko. Zbyt niebezpiecznie… zbyt… namiętnie patrząc mi w oczy… zbyt podniecająco na mnie działając. Zdawałam sobie oczywiście sprawę z tego, że choroba przejmuje nade mną kontrolę pozbawiając większości logicznego myślenia i prowokuje we mnie dość głupie zachowania. Ale on był zdrowy. Więc istnieją trzy możliwości. Droczył się ze mną. Nie wiedział, co tak naprawdę robi. I najbardziej prawdopodobna: był idiotą. Zaiste zastanawiające… Bez wahania byłam gotowa postawić na trzecią możliwość.
- Owszem. – Przytaknęłam patrząc mu wyzywająco w oczy. Nachylił się jeszcze bardziej i szepnął mi wprost do ucha
- Masz gorączkę. – O? Zbił mnie z pantałyku. Czyli droczył się? Hmm… Jednak nie idiota. Cóż, co tu się sprzeczać skinęłam jedynie potwierdzająco i odwróciłam się wyswobadzając z jego lekkich objęć. Wzruszył ramionami i zaczął schodzić na dół powolnym krokiem.
Ruszyłam powoli w stronę drzwi. Obraz mi się zamazywał przed oczami. Jeszcze metr… Widziałam masę pulsujących plam światła i czerni. Pół metra… Zawroty głowy wzmogły na sile omal nie zwalając mnie z nóg, ale zmuszając do kilku sekund postoju… Kilka kroków… Zaczęło mi szumieć w uszach… Doszłam i oparłam się lekko o drzwi. Świat wirował… Wyjęłam klucze i trzęsącą się dłonią wybrałam odpowiedni. Spojrzałam na zamek i zagryzłam wargi. Kurna no! Widziałam ich kilka! A rano był jeden jak boga kocham! No ok bez przesady z tą miłością. Czyżby właśnie, dlatego mnie pokarał? Spróbowałam wymacać zamek drugą ręką i to był mój błąd. Właśnie, gdy puściłam framugę zabrakło mi sił i zaczęłam po prostu się osuwać po drzwiach. Klucze wypadły mi z rąk i brzęknęły na kafelkach posadzki.  Osunęłam się i pół klęcząc pół siedząc wsparłam na pomocnym drewnie. Oparłam o nie czoło chcąc załagodzić zawroty. Czułam się paskudnie. Jęknęłam.  Wszystko zdawało się być takie odległe…
Usłyszałam szczęk zamka i poczułam, że ktoś mnie delikatnie podnosi. Ostatnie, co zapamiętałam to chłód umięśnionego ciała, które zamknęło mnie w mocnym uścisku.

- Ych... - Stęknęłam czując jak żołądek podchodzi mi do gardła. Zerwałam się z łóżka i omal nie zaliczyłam gleby. Ktoś przytrzymał mnie w pasie i poprowadził a raczej wręcz wniósł do łazienki podtrzymując nad umywalką, podczas gdy próbowałam wypluć z siebie płuca… Tak to odczuwałam.  Z tego, co zauważyłam nie wymiotowałam żadnym posiłkiem a jedynie żółcią i śliną. Świat wirował nieprzyjemnie jakby naśmiewając się ze mnie i wcale, ale to wcale nie pomagając w uspokojeniu żołądka… Zacisnęłam mocno powieki jakby to miało w czymś pomóc. Coś zimnego musnęło me czoło. Zniknęło, by otrzeć się o moje usta. Ktoś podał mi szklankę z wodą, którą natychmiast pomógł mi opłukać usta z okropnego posmaku wymiocin. Usłyszałam szum wody i poczułam zimny materiał na karku. Mruknęłam z wdzięcznością i wtuliłam się w zimne ciało za sobą. Objął mnie delikatnie i poczułam, że unoszę się nagle. Zaskoczona uchyliłam powieki i objęłam blondyna za szyję. Dopiero po dłuższej chwili, gdy położył mnie już w moim łóżku i przykrył kołdrą dotarło do mnie ze On jest u mnie w domu i… i co?! Pomaga mi?
- Co ty tu…? – Lecz skończyć mi nie dał. Położył palec na mych ustach i uśmiechnął się lekko.
- Cii… Pomagam. Sama byś nie dała rady i nie! Nie kłuć się ze mną! – Upomniał mnie ostro widząc, że chcę zareagować. – Chcesz to odejdę, ale… nie lepiej na razie mnie poznosić? Gwarantuję, że cię we śnie nie uduszę, ani nie będę dokuczał, ani nic w tym stylu, co może przyjść do tej twojej roztrzepanej łepetynki… - zakończył śmiejąc się otwarcie a ja mało inteligentnie patrzyłam na niego z otwartą buzią. Parsknął śmiechem. Gdy się śmiał był taki pociągający. O tak. Dokładnie. O wiele przystojniejszy niż z tą swoją obojętną miną. Skinęłam niezdolna nic z siebie wydusić i zamknęłam buzię otrząsając się z szoku. Wsparłam się na łokciach i spojrzałam na niego zaciekawiona. Wywrócił oczami i spojrzał pytająco.
- Pytaj. – Powiedział w końcu.
- Czemu mi pomagasz?
- Bo sama byś nie dała rady jak mówiłem…
- Ale czemu cię to w ogóle obchodzi? Przecież… - nie dokończyłam. Przecież, co? Skąd miałam wiedzieć, co on serio o mnie myślał? Może wcale nie chodziło tylko o to by się dowiedzieć, kim jestem? Może on też coś do mnie poczuł? Niby mogłabym bez problemu skorzystać z jego umiejętności i odczytać emocje, ale… nie miałam zamiaru tego robić. Nie jemu.
- Mmm? – Uniósł irytująco brew. – Przecież, co? – Droczył się.
- Ty mnie nie lubisz..? – Hmm. Zdecydowanie nie brzmiało to na stwierdzenie, ale cóż poradzić. Chyba od początku tak naprawdę miało być to pytanie…
- … - nie odpowiadał. Patrzył na mnie długo mrużąc powieki. W końcu uśmiechnął się lekko i odgarnął lekko kosmyk włosów, który wpadł mi właśnie w oczy a ja byłam tak słaba, że nawet nie pomyślałam by go odsuwać. – Nie. – Powiedział poważnie. – Wcale tak nie jest, że cię nie lubię. Lubię. I to dość… Hmm… specyficznie, że się tak wyrażę. – Powiedział zbliżając twarz do mojej. Patrzyłam na niego przenikliwie. Nie protestowałam, gdy jego wargi zetknęły się z moimi. Mierzyliśmy się chwilę wzrokiem. Muskał delikatnie me usta w pieszczocie, na którą po chwili zaczęłam odpowiadać. Zamknęłam oczy i uczyniłam ten wielki wysiłek podnosząc dłoń i przyciągając jego głowę bliżej siebie. Zatonęliśmy w pocałunku…

Dowiedział się, że władam wszystkimi żywiołami. Nie był zadowolony, że sama mu to zdradziłam. Po tygodniu doszedł do wniosku, że mogę mu z kolei powiedzieć, kim jestem. Odmówiłam ot tak na przekór. Znów nie był zadowolony... ;)
Minął miesiąc. Miło mieć kogoś, z kim się wszędzie pójdzie i kto wstawi się za tobą bez względu na ryzyko. Cóż. Ciężko w sumie zaszkodzić wampirowi, więc wszystko jasne. Ryzykowałby gdyby mógł zostać zraniony lub nawet… zabity? Ciekawe…

- Więc? – Drążył temat uparcie.
- Sama nie wiem…
- Czego się boisz? – Zapytał siląc się na cierpliwość.
- Wiesz dobrze. Oni mnie nie polubią… - westchnęłam ciężko siadając na łóżku i opierając podbródek o złożone ręce.
- Nieprawda. – Odpowiedział po dłuższej chwili ciszy. Patrzę na niego z zaintrygowaniem. – Boisz się, że cię sprawdzą…
- Tak. – Mówię spokojnie zadziwiając go niesamowicie. Cóż chyba myślał, że uparcie zaprzeczę i zacznę kłótnię. A tu masz…
- … Nie zrobią tego… - mówi niepewnie. W sumie stara się brzmieć przekonująco, lecz wychwytuję lekkie drgnięcie jego głosu. Nie wie, kim jestem a w związku z tym nie wie, że też wychwytuję z wielką czułością nawet ciche niesłyszalne dla ludzkiego ucha dźwięki.
- W porządku. – Przełamuję się w końcu. – Pójdziemy do nich.
- No! I to mi się podoba! – Cieszy się jak wariat, choć nie wiem czy powód jest odpowiedni. Toż to ja zgodziłam się jedynie poznać jego rodzinę… To… Emm… jedynie rodziców, dwóch braci, dwie siostry, bratową, szwagra i bratanicę. Heh… Co to dla mnie… nie?...  NIE?!!
- Super – mamroczę jeszcze pod nosem a on taktownie udaje, że tego nie słyszał.

Jedziemy już dłuższy czas jakąś wyboistą drogą pośród lasu. Owszem przyroda piękna. Zadbana niezniszczona flora i fauna. Cud. Ale droga. DROGA to istny poligon… Ech…
Dojeżdżamy pod dużą posiadłość. Ładna, bogata, zadbana i pozornie pusta. Gdy przekraczamy jej próg uderza mnie elegancka prostota. Niemal cały dół pozbawiony jest ścian dzielących pomieszczenia. Jeden wielki gustowny salon a na środku na wprost duże kręte schody na piętro. Ściany po prawej i lewej zastępują czyste szyby z kilkoma zaledwie witrażami. W salonie jest parę kanap stolików i foteli. Wielki kominek, w którym trzaskają spokojnie płomyczki. Wieża na pół ściany i półka z mnóstwem płyt przeróżnych wykonawców. Oraz to, co mnie bardzo zaimponowało - fortepian na lekkim podeście. Na ścianach wisiało kilka obrazów znanych artystów i kilka pamiątkowych zdjęć.
Oraz najistotniejsze. Na środku przed schodami stała cała rodzinka w komplecie. No ok. Cała prócz Renesme. OMG. Ja chcę do domu!
Podchodzimy do nich pomału.
- To jest właśnie Pati! – Mówi entuzjastycznie Jazz i przedstawia mi po kolei wszystkich. Staję przed każdym i podaję spokojnie dłoń obserwując reakcję.
Edward patrzy na mnie zainteresowany. Ba oczywiście nie czyta mi w myślach. Mam zbyt wiele siły by go do nich dopuścić bez mojej świadomej zgody.
Bella uśmiecha się delikatnie. Jest tolerancyjna. W końcu była kiedyś człowiekiem i sama musiała przejść ten rodzinny test sprawdzający, jako ta z zewnątrz. Rozumie mnie.
Emmet uśmiecha się pod nosem. Chyba uważa, że następny jego brat przyprowadził małe chucherko niebędące wampirem, więc słabsze. Bez komentarza.
Rosalie mierzy mnie spod przymrużonych powiek. Ocenia urodę. Widać nie dość ładna by jej zagrozić. Uśmiecha się z rezerwą.
Alice klaszcze uradowana, że w końcu przyjechałam z Jasperem do ich domu. Bo Jasper to oczywiście mój kochany krwiopijca. Nie wspominałam? Hmm… Mniejsza…
Eryk – chłopak Alice patrzy obojętnie. Ale chyba mnie nie polubił. Poznaję po tym błysku w oku na wstępie. Omal nie powalił żądzą wyproszenia mnie za próg. Ciekawe. On sam jest tu nowy.
I rodzice…
Esme uśmiecha się jak mama. Zadowolona ze jej synek znalazł tą swoją wybrankę. Lubię ją. J
Carlisle… Patrzy z uśmiechem, ale w oczach widzę niepewność. Nie wiedzą w końcu, kim jestem i kim się mogę okazać. Nie dziwię się im. W końcu nie mieli okazji poznać mej rasy a ona raczej unika wampirów…
Tak razem biorąc wszystkie moje odczucia… Są nastawieni… neutralnie. Na razie. Boją się mnie a zarazem myślą, że w razie czego to chwila moment i pozbędą się kłopotów. Taa… znam to obojętne podejście. Mój ojciec… Kurcze nie! Jeszcze się tu rozkleję i co będzie?! Szybko zmieniłam wyraz oczu, które na bank na chwilę zmętniały. Wyłapali to oczywiście. Ale nie skomentowali. A może to Jasper nie powiedział im, że wiem, że on i jego rodzina to wampiry? Tak… to całkiem możliwe…
- Witaj! Miło cię w końcu poznać i gościć w naszym domu. - Przemówił na koniec Carlisle i gestem wskazał, bym się rozgościła. Wszyscy prócz Jazza i Alice posłali mi sztuczne uśmiechy. A ta dwójka. Cóż on by nie śmiał a jego siostra tak ponoć zawsze i do wszystkich…
- Dzięku… - w tym momencie u szczytu schodów pojawiła się mała ciemnowłosa dziewczynka. Renesme. Popatrzyła na mnie z góry chwilkę i ku zdumieniu wszystkich a szczególnie Cullenów rzuciła się pędem na mnie. Nim szybkie, zwinne, spostrzegawcze… taa jasne… wampiry się spostrzegły mała wpadła na mnie z impetem i wylądowałyśmy na zimnej posadzce. Kilka metrów dalej. Widziałam jak ich oczy rozszerzają się z szoku i strachu. Ok. To pewne. Nie wiedzą, że wiem. I że nie mam nic przeciw. Ale teraz to mniej istotne.
Nessie spojrzała na mnie i dotknęła mojego policzka. Ku memu zdumieniu i jej także stało się coś, co nie było zwykłe przy jej zdolnościach. Tylko przy moich! Jęknęłam z zaskoczenia i dotkliwego bólu, gdy jej ciało nagle stanęło w płomieniach parząc mnie a ja zobaczyłam jej emocje. Tak jakby wymiana mocy. Gdy byłam mała często podkradałam chwilowo moc opiekunów, dlatego szybko ze mną wpadali w szał i rezygnowali, za co ojciec z kolei się wkurzał… Tylko, czemu teraz to się stało i to ja widziałam odczucia i obrazy, jakie zazwyczaj wyciągała z innych mała?! Widziałam zadziorną radość w oczach, radochę ze spotkania kogoś nowego, świetne wrażenie, jakie wywarła na niej moja osoba.. Ale i strach i ból. O? O kurwa! Mała stoi w płomieniach, co jest moją specjalnością z żywiołów! Ale ona nie wie, co się dzieje i jej organizm tak to odbiera jakby ciało rzeczywiście płonęło i ją parzyło! Cholera jasna! Też z początku nad tym nie panowałam!
Wszystko trwało ułamki sekund. Natychmiast dotknęłam jej policzka sycząc z bólu i pokazując jak ma do sytuacji podejść. Szarpnęła się krzycząc, że parzy.
- Nie parzy! – Krzyknęłam. – Spójrz! Nie parzy! Nie ciebie! – panikowałam? Na pewno! Ale to ona stała w bezpiecznych dla niej płomieniach a mnie parzył najmniejszy z nią kontakt w tej chwili osiągnięty w maksymalnej skali. Szarpnęłam jej dłonią podstawiając jej pod nos i pokazując swoje wspomnienia związane z panowaniem nad zjawiskiem. Z mojej dłoni popłynęła krew i ropa.
Szarpnęła się nieprzekonana zamykając oczy. Ale chwilę później, gdy Edward i Emmet mieli mnie chyba zabić za zranienie małej uspokoiła się i spojrzała na mnie zachwycona.
- Rzeczywiście… - mruknęła i zaczęła klaskać zadowolona opanowując ogień, który nie pokrywał już jej ciała. Podskoczyła siedząc nadal na mych biodrach i przerzucając pojedynczy płomyczek z ręki do ręki. Opadłam do pozycji leżącej z głośnym westchnieniem ulgi. - Fajne! A z wodą też mnie nauczysz?! – Zapytała patrząc mi ufnie w oczy.
- Jak wyjaśnisz mi jak to się stało… - mruknęłam zmęczona. Jasne. Jej organizm i moc są teraz we mnie a moje w niej. Wyjaśnia to, że to nie Renesme pada teraz jak pies Pluto a ja! Miałam też dość osmaloną i poparzoną skórę. Jednak i tak wiele mniej niż normalny człowiek. Kilka ran krwawiących lekko i szramę na ramieniu, którą zostawiła mi dziewczynka, gdy tylko skapowała się, że niby płonie. Tak, więc pięć długich na kilka centymetrów śladów po ostrych pazurkach… Świat zawirował mi przed oczami. – A możesz już ze mnie zejść? – Spytałam spokojnie, lecz z wielką nadzieją w głosie. Zrobiła zranioną minkę i już miała wstać jak machnęłam ręką. – Ok. Siedź… - zaśmiała się i usiadła z powrotem. Ale ja pomału wstałam. Kurcze… uczepiła się jak małpka. Za szyję i oplatając moje biodra nogami. Nie była ciężka. To ja byłam obolała.
Cullenowie patrzyli na mnie zszokowani.
- Co to miało być?! – Wrzasnęła wręcz Rosalie. Była wściekła. W końcu Renesme była dla niej niemal jak córka…
- Wypadek. – Powiedziałam spokojnie.
- Co jej się stało? – Poparł ją Eryk.
- Nic. Jest cała. Tylko się wystraszyła. Sami sprawdźcie.
- Ale co to było? – Spytała z zafascynowaniem, ale i dozą niepewności Alice.
- Żywioł ognia. Władam żywiołami. Mogę je przywoływać i zrobić z nimi niemal wszystko. I nie, nie wiem jak to się stało, że Renesme zdołała przejąć chwilowo mój dar. – Syknęłam na zdezorientowanego Carlislea. W końcu skąd wiedziałam, że chciał o to spytać… Pff!
- Skąd ty..? – Warknął Edward. Westchnęłam.
- Mówiłam, że to nienajlepszy pomysł… - zwróciłam się do Jaspera, ale patrząc w bok za okno.
- Umm? – Spojrzał na mnie nie rozumiejąc.
- Ja.. – Postawiłam protestującą małą na podłogę i pstryknęłam. Ręka mi lekko zwilgotniała, więc przetarłam wytworzoną wodą osmalony policzek dziewczynki. Skinęła z wdzięcznością. Więc skoro zadziałało to wszystko jest jak być powinno. Ja mam swoje moce a mała swoje.
- Cóż. Powiem jedynie, że to nie moja wina ani dziewczynki. Uwierzycie lub nie. Trudno. Przykro mi, że nie poszło tak jak chciałeś… - znów spojrzałam na Jazza i odwróciłam się. – Nic tu po mnie. Miło było… - jawna kpina? Może nieco… - a teraz żegnam. – Ruszyłam do drzwi. Wyszłam przez nikogo niezaczepiana.

- Ona mi nic nie zrobiła! To jej dar! Ma go od małego! Jest… - tu mała zacięła się.
- Kim?! – Wszyscy niemal krzyknęli.
- Nie powiem, bo wy jej nie lubicie! – Mała tupnęła zdecydowanie. – A teraz ona na tym ucierpiała, bo ona czuła ból mając jedynie moją zdolność „widzenia” a was to nie obchodzi! – Powiedziała płaczliwie i podbiegła do drzwi.
- Co? O kurcze! Ranna? Pati na miłość boską!  Ale jak? To?! Czekaj! Jej dar ją zranił?! – Wypowiedzi zgromadzonych przeplotły się w bezładną całość.
- Jej dar wykorzystany przeze mnie nieumiejętnie! – Sprostowała dziewczynka wybiegając za oddalającą się lekko chwiejnie dziewczyną. Też rzucili się w pogoń.
Nagle ni stąd ni z owąd przed czarnowłosą pojawił się młody chłopak około 15 letni z ciemno brązową czupryną i brązowymi oczami. W dopasowanych skórzanych spodniach i w rozpiętej koszuli. Z rzemykami we włosach i na ramionach.
- Patience! – Rzucił się w ramiona zaskoczonej wyraźnie dziewczyny. Omal jej nie powalił na ziemię. Musiała być naprawdę mocno osłabiona. A oni tak na nią naskoczyli niesprawiedliwie. - Siostra! Kim ma kłopoty! Poważne! Baaardzo poważne! – Krzyknął jednocześnie mocno gestykulując i omal nie podbijając dziewczynie oka. Jego oczy były zaszklone od zbierających się łez a gesty zrozpaczone.
- Co? Co mu grozi?! – Przeraziła się widocznie. Wiedziała, o co może chodzić, ale do jakiego stopnia?
- Przeklęcie i śmierć! – Zaszlochał mocno i wtulił się w pobladłą nienaturalnie siostrę, która pod ciężarem tych słów osunęła się na kolana tuląc i gładząc brata pocieszająco.
- Ja…, ale ja… nie mogę tam… - jęknęła i nagle zerwała się na równe nogi z zacięta miną. - Cholera jasna! Niech go szlag trafi! Jebnięty pederasta! – Wrzeszczała krążąc w małe kółeczko i gestykulując. – Awrr! – Warknęła kucając przy zszokowanym bracie. – A Nat?! Co z Nathanielem?!
- Wolny. Nie wiedzą… Myśli, że to o ciebie…
- To, co ten kretyn zrobił?!
- Powiedział publicznie, że się nie wyrzeknie tej miłości i… jest z niej dumny… Na to Król, że go opętał zły demon i trzeba go zgładzić… Paatii! – Zaszlochał - Musisz wrócić! Tylko ty masz siłę zbliżoną do niego! Tylko ty nam ufasz i nas rozumiesz tylko ty…
- Jestem jedyną wyklętą z naszego rodu?! TO masz na myśli?! Cholera jasna no! A przecież…
- On… on go zabije… osobiście… - łkał chłopaczek mocząc bluzeczkę siostry. - Dzisiaj… Kurcze Pati! Dzisiaj! – Dodał po chwili olśniony i zszokowany odkryciem. Oczy dziewczyny pociemniały wyraźnie. Niemal pomarańczowe. Czerwono-pomarańczowe!
Tak Cullenowie, jako wampiry od razu zobaczyli, że coś z nią nie tak. Od początku otaczała ja ta dziwna aura… Cztery kolory przeplatające się niemal w jedność. Różne a współgrające. I jeden dodatkowy… Jakby czarna wstęga oplatająca wszystkie. Czerwień, niebieski, zielony i biały… Teraz aura wzrosła znacznie, jeśli można to tak nazwać to… zajaśniała. A moc dziewczyny wyraźnie się ujawniła i rosła na sile. Była chyba niemal tak silna jak oni. Patrzyli na to zdumieni. I w ciągu pół roku Jazz niczego o niej się nie dowiedziała a teraz w ciągu kwadransa okazało się, że ma, co najmniej dwóch braci, z czego jednego ma ktoś zabić… Jest wyklęta i boi się powrotu do swojego klanu?!
- Idziemy! – Powiedziała nagle. W jej oczach lśniła determinacja.
- Ej zaraz! – Odezwał się w końcu Jasper. – CO to ma…? – Lecz nie skończył. Pati pstryknęła krótko i już jej nie było. Młodzieniec wstał otrzepał się i spojrzał na nich niepewnie.
- Zabije mnie za to, ale widzę, że jesteście jedynie ciekawi… - mruknął i pstryknął także.

Rodzina Cullenów zamrugała zdumiona. Byli na rynku jakiejś starej rodowej wioski. Przed nimi około 300 metrów było podium gdzie w dybach niemal rozebrany do naga zakuty był młody mężczyzna. Jego czarne włosy były zniszczone i brudne. Ciało zdobiły kropelki potu, które spływając orały ślady na brudzie, który pokrywał jego skórę. Plecy całe miał we krwi płynącej z ran po biczu, który trzymał rosły mężczyzna stojący przy chłopaku. Z ust i nosa ciekła mu także krew. Całą twarz i klatkę piersiową znaczyły sino bordowe siniaki i krwiaki. Lud patrzył zszokowany i oburzony, lecz jak Edward skomentował niemal nikt nie rozumiał postępowania władcy. Czemu aż tak katuje tego młodzieńca?!
- Tak w ogóle to jestem Kik. – Powiedział młody i podszedł kawałek dalej. – Tam… - wskazał scenę – zakuto Kima.
- Rany to jest wasz brat?! – Zdumiała się Bells. Spojrzał na nią bystro i skinął.
- Za co? – Spytał oszołomiony Emmet.
- Kazirodztwo. Niemoralność. I takie tam. Jakiś czas temu Pati i on przyznali, że są ze sobą, bo Król wymagał jego ożenku. Wściekł się ze to nienormalne i wyklął Pati… Ale Kim skończony idiota ostatnio się upił i mówiąc o swojej prawdziwej drugiej połówce powiedział, że kocha szanuje i jest dumny. Król skazał go na śmierć. Idiota!
- To ona z nim…?!
- Nie. Tak powiedzieli widząc w tym jedyną szansę. Król nie pokonałby ot tak Pati, więc ją wyklął i kazał odejść. Ale w wypadku gdyby Nat i Kim powiedzieli, że są ze sobą… zabiłby przynajmniej Nata a Kim zapewne by się sam po tym zabił. Więc nie zna prawdy.
- Czekaj… A kim jest Nat?
- Naszym bratem… - odwrócił wzrok. – Ale miłość nie wybiera… - mruknął i spojrzał na scenę. Jego oczy rozszerzyły się z przerażenia. Z gardła wydobył się zszokowany wrzask.  – NIE!!!
Cullenowie spojrzeli tam i zamarli. Król uniósł miecz i wyprowadził cios w serce młodzieńca.
Niespodziewanie cios został sparowany a władca odepchnięty kawałek od Kima. Na podium stała młoda kobieta. Ciemne włosy z przodu krótsze rozwiewał swobodnie wiatr. Jej uszy wybitnie świadczyły, że jest elficą. Tak jak większość zebranych na rynku osób. Dopiero teraz Cullenowie zauważyli, że i Kik miał podobne uszy.
Dziewczyna była w królewskiej szkarłatnej pelerynie o srebrnych zdobieniach z kapturem zarzuconym głęboko na twarz. Trzymała w ręce miecz. Piękny. Smukły i idealnie wyważony. Trzymał się w ręku jakby stworzony wraz z nią. Na rękojeści utkany z kilku skruszonych kamieni lśnił odwrócony krzyż. Klinga lśniła złowieszczo ostrzegając. Była ostra jak brzytwa i nieprzewidywalna jak wzburzone żywioły. Tylko dłoń wydawała się dziwnie krucha. Na bank była poraniona…
- TY!!! – Ryknął król tnąc mocno od góry. Stal uderzyła o stal. Posypały się iskry.
- A co myślałeś?! Że zrobisz, co ci się uroiło?! Po moim trupie!
- Da się załatwić! – Wrzasnął i znów zaatakował, lecz przeciwniczka zwinnie parowała i odbijała ciosy, co jakiś czas robiąc uniki i zwody. Nim się facet spostrzegł oddalili się znacznie od zakutego w kajdany księcia. – Ty szmato! – Niemal się opluł wyzywając i atakując jednocześnie dziewczynę. Musnął materiał płaszcza przecinając zapięcie. Odskoczyła zwinnie i odrzuciła zawadzający już jedynie materiał. Miała na sobie czerwono-złoty waleczny strój. Lekka przepaska na biodrach zasłaniająca jedynie krocze i kości biodrowe. Z obu stron na bokach osłaniające biodra i uda ochraniacze wyglądające ni8emal jak spódnica. NA piersiach lekki dopasowany staniczek z ochronnymi złotymi zdobieniami. Na przedramionach dopasowane ochraniacze i na ramionach podobnie z tym, że te odstawały i miały u dołu ptasie pióra. Na nogach miała wysokie buty do kompletu. Lewe ramię zdobiła wysoko założona bransoleta. Na udzie przywiązany rzemykami miała sztylet elficki i kilka małych zatrutych nożyków. Jej oczy błyszczały równie pięknie i złowróżbnie, co zachodzące właśnie słońce.  Niemal czerwone.
Mężczyzna znów zaatakował. Zrobiła zwinny unik i obrót wyprowadzając cios w bok, który został zablokowany. Odskoczyli od siebie a po chwili blond włosy władca ponownie zamachnął się na dziewczynę, która sparowała, lecz musiała natychmiast kucnąć. Tak uniknęła ataku zatrutym ostrzem z drugiej strony. Wykonała wykop wytrącając z ręki króla krótkie ostrze. Ten nie dając jej nawet chwili na odskoczenie zamachnął się mieczem zmuszając ją do przeturlania się kawałek. Stanął u jej nóg uniemożliwiając ucieczkę i znów ciął z góry. Zablokowała na leżąco cios i odepchnęła ostro przeciwnika wykonując błyskawicznie świecę i odpychając się w tył i w ten przewrotny sposób wracając po chwili do pionu. Zeszła znów do szpagatu by uniknąć przecięcia w pół a sama wbiła sztylet w nogę atakującego. Odskoczyła unikając lecących w nią sztyletów. Mężczyzna oparł się o kolano i sapał głośno. Mruknęła coś cicho i szybko podeszła do Kima. Rozkuła go podtrzymując w pozycji stojącej.
- Kocham cię wiesz? – Szepnął opierając się na dziewczynie.
- Wiem. – Westchnęła. Później wszystko zamarło. Usłyszeli głośne wrzaski. Odwróciła się machinalnie i tak została dłuższą chwilę. Kim sapnął zaskoczony i stojąc za nią wrzasnął rozpaczliwie. Kik znalazł się za królem wrzeszcząc i zawodząc. Trzeci chłopak. Także blondyn o brązowych oczach… Nathaniel jak się domyślili postronni obserwatorzy zjawił się także i stał jak reszta braci tuż obok nie wiedząc, co teraz zrobić. Odepchnąć króla pogłębiając ranę siostry czy zostawić i liczyć, że ten odpuści a ona się z tego wyliże. Cullenowie stali jak sparaliżowani nie wierząc własnym oczom.
Pati stała z zaciętą miną przytulona wręcz przez Władce. W jej lewym boku tkwiło ostrze, które przebiło ją na wylot ledwo mijając zszokowanego Kima.
- Tak kończą wyklęci! – Syknął złowieszczo. – Ostatnie życzenie szmato?! – Zaśmiał się złowieszczo. Dziewczyna skinęła. Odchyliła głowę i przygryzając wargę zbliżyła usta do ust brata. Tan zrobił wielkie oczy, ale też przygryzając wargę nachylił się muskając jej wargi w krótkim zdawkowym, ale najprawdziwszym pocałunku. Odwróciła się do króla i uśmiechnęła smutno.
- Teraz… - jęknęła.
- Po tobie czyż nie?! – Zaśmiał się napastnik.
- Idź do diabła ojcze! – Szepnęła i odepchnęła go wyszarpując jednocześnie ze swego ciała ostrze i tymże ostrzem wyprowadzając cios. Klinga zajarzyła się srebrzystą bielą i wniknęła w ciało zdumionego mężczyzny. – Dies immare! – Syknęła a król wrzasnął i upadł na ziemię trzęsąc się niesamowicie. Jej oczy znów zalśniły. Miecz opadł i utkwił w sercu leżącego. Nastała cisza. Mężczyzna nie żył. Pati opadła na kolana. Po jej policzku spłynęła łza. Jedna gorąca łza. Chwyciła się za krwawiący bok i syknęła osuwając się na ziemię. Przed upadkiem uchronił ją wcześniej przybyły blondyn. Wziął ją na ręce i szybkim krokiem nie spoglądając już więcej na ciało ojca ruszył do pałacu. Rodzeństwo i Cullenowie także.


Głosuj (0)

patience100 21:44:33 17/05/2010 [Powrót] Komentuj



No ciekawe, nawet bardzo. Ja zawsze lubiłam czytać książki fantastyczne i opowiadania xD Pisz dalej xD
shou200 15:38:07 18/05/2010
planetoida-214.ekspres.net.pl | brak www IP: 83.238.182.214







elfie-opowiastki




Nawet nieprawdopodobe, może się zdarzyć, jeśli tylko mamy na tyle siły, by w to uwierzyć...

Elfia Historia łącząca świat rzeczywisty z fantastycznym. Elfy, wampiry, smoki... inne niezwykłe rasy... Jeśli to cię kręci - to jest blog dla Ciebie.


Księga Gości

Księga Gości

Dodaj do Księgi

Wpisów: 0


Archiwum

2010
Maj



Linki




Ulubieni



Dodaj do Ulubionych


Profil

Jestem zwariowaną nastolatką. Piszęto co mi do głowy wpadnie. Ciągle marzę ikocham fantastykę i yaoi. Chcesz wiedzieć więcej? Na kartach powieści wiele o mnie będzie. Wystarczy się wczytać...

Strona Główna